... znajduje się na szlaku Archipelag Pamięci. Zobacz mapę szlaku.

Rybołówstwo: bogactwo i wyzwanie

Tablica znacząca szlak znajdująca się na terenie restauracji Rybaczówka w Karsiborze

W czasach wojny rybołówstwo na Zalewie Szczecińskim i całym rozlewisku Odry nie funkcjonowało. Przez ten czas wody te zgromadziły prawdziwe bogactwo ryb. – Myśmy zdawali do skupu około tony węgorza dziennie! – wspomina czasy powojenne Pan Józef, rybak z Karsiboru – Po dorsza to nawet nikt nie sięgał, to był taki chwast – podsumowuje Pan Józef.

Fot. A. Kubasik

W pierwszych latach po wojnie na Archipelagu brakowało wszystkiego, a już zwłaszcza żywności bogatej w białko. Ryby rozwiązywały ten problem, trzeba było „tylko” zarzucić sieci. Łowienie ryb to nie jest jednak taka prosta sprawa. Wręcz przeciwnie, to trudna sztuka. Sieci trzeba przygotować, wiedzieć gdzie i jak je postawić, następnie jak je wyciągnąć i co potem zrobić z tą rybą. Kto nauczy tego wszystkiego przybyszów, którzy jeszcze niedawno z woda nie mieli nic wspólnego? Kilku lata po wojnie sprowadzano w tym celu mieszkańców Mazur i innych pojezierzy. Rybacy, którzy założyli lubiński oddział spółdzielni rybackiej „Certa” zostali w większości sprowadzeni z Węgorzewa. Mieszkańców wiosek rybackich, chcących przyuczyć się zawodu wysyłano na kursy do Giżycka.  Ryba była jednak potrzebna „na już” pierwszymi nauczycielami stali się więc miejscowi Niemcy. Taka koegzystencja umożliwiała przetrwanie zarówno jednym, jak i drugim.



W interesie państwa była odbudowa rybołówstwa – tłumaczy dr Józef Pluciński, historyk i były dyrektor Muzeum Rybołówstwa w Świnoujściu. – Tu sprowadzali się jednak ludzie, którzy nie mieli o tym pojęcia, przepisy graniczne uniemożliwiały zaś rybaczenie Niemcom. Dlatego zieloni w tej kwestii Polacy zdobywali pozwolenie, rejestrowali się jako rybacy i zatrudniali jednego czy dwóch Niemców, którzy dla nich wykonywali tę robotę – wyjaśnia historyk. Znajomość rybackiego fachu pozwalała też Niemcom pozostać na tych ziemiach, dzięki uzyskaniu statusu autochtona (aby dowiedzieć się więcej na ten temat udaj się do kościoła w Ładzinie). – Kilku rybaków zostało, przyznano im prawo zamieszkiwania. Jakim cudem oni uzyskali prawa autochtoniczne trudno powiedzieć, ale przede wszystkim dlatego, że oni byli tutaj potrzebni. Ani słowa po polsku nie mówili, ale działali… – tłumaczy dr Pluciński.

Współczesne połowy na Zalewie Szczecińskim, fot. A. Kubasik

Dzięki takiej, trudnej lecz koniecznej współpracy udało się odbudować rybołówstwo w regionie. Wkrótce powstały duże przedsiębiorstwa rybackie, a na Zalewie Szczecińskim zrobiło się gęsto od sieci. Rybołówstwo stało się jednym z najważniejszych elementów kultury i życia codziennego regionu.

Restauracja Rybaczówka w Karsiborze